Rozumieć, by zrozumieć.
Niepłodność to nie bezpłodność!

Wiele tematów tabu doczekało się tak zwanej normalizacji w życiu codziennym Polaków – na przykład coraz śmielej mówimy o kwestiach seksualności czy chorobach psychicznych. Na naszych oczach kształtuje się język opisywania tych zjawisk, klarują się definicje oraz narzędzia, za pomocą których możemy lepiej rozumieć innych ludzi. A co z największym tematem tabu, choć, paradoksalnie, najczęściej poruszanym, czyli tematem płodności lub jej braku?

wektory_2-26.png

Zacznijmy od tego, że w tej dziedzinie jak w żadnej chyba innej panuje spory chaos pojęciowy, i to już u jej podstaw. Przede wszystkim warto podkreślać na każdym kroku, że istnieją dwa stany zaburzenia płodności – bezpłodność i niepłodność, i nie są to słowa, których możemy używać zamiennie. 
Bezpłodność to stan nieodwracalny – trwała niezdolność do zapłodnienia/zajścia w ciążę.

Może być pierwotna, wrodzona albo wtórna, spowodowana chorobą, wypadkiem, interwencją chirurgiczną. Niepłodność to z kolei stan tymczasowy, niemożność poczęcia w obecnym momencie. Jest to choroba, wywołana przez wiele czynników – brak równowagi hormonalnej, choroby współistniejące, stres, używki czy nadwaga. Często również dochodzą do tego różne bariery psychiczne, wynikające z traum czy lęków.

Warto zdać sobie sprawę, że problem niepłodności (a więc stanu teoretycznie odwracalnego) zaczyna dotykać coraz więcej par – 10-15% w skali kraju, czyli prawie 1 mln. Co więcej, biorąc pod uwagę specyficzny klimat społeczny w Polsce, często „winowajczyniami” tego stanu są kobiety. Tymczasem statystyka jest bezlitosna, ale sprawiedliwa: w 1/3 przypadków niepłodność to problem kobiety, w 1/3 mężczyzny, a w pozostałej 1/3 obojga. Z drugiej strony presja dotyka również mężczyzn - wszak spłodzenie potomka jest traktowanie jako potwierdzenie męskości.

zdjęcie konf.png

Polska potrzebuje rozmowy
na tematy płodności bardziej
niż kiedykolwiek

Czy w takim klimacie może w ogóle zakiełkować porozumienie pomiędzy osobami, które mają dzieci, albo bardzo chcą, żeby je mieli ci, którzy mieć na razie lub nigdy nie mogą?

Tak, pod warunkiem, że zaczniemy głośno mówić o problemie bez- i niepłodności. Przestaniemy infantylizować te tematy, nazywając „tymi sprawami” albo trywializować je radami w stylu: „odpuśćcie”, „zaadoptujcie sobie”, „korzystajcie z życia, dzieci to kłopot”. Pod warunkiem, że stworzymy jasne definicje i nie będziemy stosować retoryki winy w stosunku do żadnego z partnerów. Polska potrzebuje rozmowy na tematy płodności bardziej niż kiedykolwiek, ale rozmowy z poszanowaniem granic osób, której ona dotyczy. Od czego zacząć? Oddajmy im głos, który tak chętnie zabieramy sami – przy rodzinnych stołach, towarzyskich spotkaniach, w pracy. Jeśli nie mamy podobnych przeżyć, warto posłuchać, zrozumieć, wczuć się w sytuację. Czasami to więcej niż puste, pozbawione znaczenia rady.