„Od zawsze czułam, że mogę być niepłodna. Nie wiem jak to nazwać, ale tak mi podpowiadała intuicja. Od zawsze kochałam dzieci i gdzieś z tyłu głowy miałam myśl „Co jak tych dzieci nie będę mogła mieć?”.

Udało mi się porozmawiać z Aleksandrą Durkowską na temat jej historii niepłodności.

wektory_2-30.png

Agata: No więc Olu, jakbyś mogła na samym początku opowiedzieć coś o sobie, nie wchodząc jeszcze w temat niepłodności.

 

Ola: To będzie trudne, bo mam wrażenie, że niepłodność jest ogromną i nierozerwalną częścią mnie, ale spróbuję... Od siedmiu lat jestem szczęśliwą żoną, a od ponad pięciu psią mamą. Na co dzień mieszkam i pracuję w Łodzi. Lubię czytać. Moją największą pasją są podróże.

Muszę przyznać, że nie mam jakiegoś super nadzwyczajnego życia. Jestem normalną kobietą, żoną, córką, siostrą, wnuczką, przyjaciółką. Moje życie nabrało tempa w momencie, kiedy zaczęłam głośno mówić o swojej chorobie, czyli o niepłodności. Od czterech lat prowadzę konto na Instagramie - @optymistka_ola, na którym dzielę się z innymi naszą historią, doświadczeniem, wiedzą i emocjami w związku z niepłodnością. Widząc ogrom par, które mierzą się z tą chorobą, mam poczucie, że to, co robię, ma sens, jest ważne, potrzebne I wartościowe. Z treściami, które publikuję, chciałabym dotrzeć do jak największej liczby osób. Nie tylko niepłodnych. Chciałabym, aby jak najwięcej ludzi, których niepłodność nie dotyczy, była świadoma problemu.

wonder.png

Po co mi to? Czy warto mówić o takiej prywatnej kwestii?

Agata: Zanim zaczęłaś się udzielać, prowadziłaś normalne spokojne życie. Moim zdaniem mało słyszy się o niepłodności. Czy uważasz, że w Polsce to w dalszym ciągu temat tabu?
 
Ola: Ogromny temat tabu i, niestety, dla wielu ogromny powód do wstydu. Ja również się tego wstydziłam. Moje konto na Instagramie przez jakiś czas było prywatne. Bałam się, że ktoś ze znajomych czy rodziny, prędzej czy później, do mnie trafi. Po jakimś czasie postanowiłam zmienić konto na publiczne, ale nadal miałam w sobie sporo obaw. Starałam się publikować takie zdjęcia, które nie zdradzą, że ja to ja. Miałam w sobie spory dysonans – z jednej strony chciałam głośno mówić o niepłodności, a z drugiej – w mojej głowie pojawiały się myśli: „a jak ktoś bliski się o tym dowie? Po co mi to? Czy warto mówić o takiej prywatnej kwestii?”. Z czasem, na szczęście, nabrałam pewności i z absolutną pewnością stwierdziłam, że nie ma powodów do wstydu, a to, co robię, może dać wiele dobra.

Agata: Jak myślisz, skąd bierze się ten wstyd?
 

Ola: Wydaje mi się, że jest to.. Uwaga! to nie będzie zaskoczenie: nasze wychowanie, katolickie wartości, przeświadczenie, że in-vitro to zło, że niepłodność to jest kara boska. Od najmłodszych lat wpaja nam się jakieś zasady, reguły i wzorce przekazywane z pokolenia na pokolenie, a wszelkie odchylenia traktowane są jak coś nienormalnego i złego. Rodzice czy opiekunowie wychowują nas tak, jak oni sami zostali wychowani. I nagle dorastasz, coś zaczyna Ci nie pasować, a potem okazuje się, że, na przykład, jesteś niepłodna. I choć dla Ciebie in vitro nie jest niczym złym, to masz z tyłu głowy rodzinę, która potępia tę metodę leczenia. I co wtedy? Nie mówisz nikomu, bo boisz się i wstydzisz tego, że postąpiłaś/postąpiłeś wbrew temu, jak cię wychowano. Mimo tego, że postępujesz w zgodzie ze sobą, boisz się, jak zareaguje otoczenie. Moi najbliżsi wiedzą o naszym leczeniu, kibicują i trzymają kciuki. Natomiast babcie wiedzą tyle, ile muszą – chcemy mieć dziecko, staramy się o nie, ale po prostu się nie udaje. Uważam, że in-vitro to taki temat, którego one by nie przebrnęły.

Agata: Mogłabyś powiedzieć gdzie się zgłosić, jeżeli podejrzewamy, że jesteśmy niepłodne?

Ola: Para, która od jakiego czasu bezskutecznie stara się o dziecko, w pewnym momencie zaczyna myśleć o pomocy specjalistów. Wiele kobiet, mężczyzn, par nie ma pojęcia, gdzie się zgłosić. My też tego nie wiedzieliśmy, dlatego zanim trafiliśmy do lekarza, który zleca badania pod kątem zdiagnozowania przyczyny niepłodności, zgłosiłam się do zwykłego ginekologa. Czasami to wystarcza – lekarz zleca podstawowe badania hormonów oraz badanie nasienia, dobiera leki, monitoruje owulację i się udaje. Jeśli to za mało, należy pogłębić diagnostykę, a to, moim zdaniem, najlepiej zrobić w klinikach, które zajmują się leczeniem niepłodności. Diagnostyka powinna być podstawą. Często spotykam sie z przeświadczeniem, że klinika leczenia niepłodności jest równoznaczna z in vitro. To bzdura. Leczenie niepłodności do długofalowy proces, wiele wizyt lekarskich, badań i zabiegów. In vitro jest ostatnim etapem, gdy wszystko inne zawodzi. Niestety są lekarze, którzy najchętniej skierowaliby parę do in vitro, a często wystarczy odpowiednia diagnostyka, wdrożenie farmakoterapii i obserwacja cyklu.

Agata: Czy są jakiekolwiek instytucje w Polsce, które pomagają parom niepłodnym?

 

Ola: Nigdy nie szukałam takiej pomocy, więc nie mam wiedzy w tym zakresie. Wiem, że w niektórych miastach funkcjonuje dofinansowanie do leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego, i my z takiej pomocy skorzystaliśmy. Warto zgłębić temat, bo wizyty, badania, zabiegi, leki to ogromny wydatek, na który wiele par nie może sobie pozwolić. Często dochodzi do tego koszt dojazdów do kliniki, która znajduje się kilkadziesiąt lub kilkaset kilometrów od naszego miejsca zamieszkania, wiec kazda pomoc jest istotna.

Agata: Czy w Klinikach w ogóle jest wsparcie ze strony psychologów?


Ola: Jest, oczywiście, że jest, ale jak zapłacisz. To nie jest tak, że płacisz za in-vitro, a w pakiecie dostajesz psychologa. A szkoda. Pomoc psychologa powinna być czymś naturalnym i oczywistym. Leczenie niepłodności to szalenie skomplikowany i wyczerpujący proces, na który składa się wiele etapów, i tak naprawdę każdy z tych etapów mógłby być omówiony z psychologiem. Poza samym leczeniem, często należałoby pomówić o relacjach z partnerem, rodziną, przegadać i zrozumieć poczucie wstydu czy winy. Uważam, że w leczeniu niepłodności pomoc psychologa powinna być niezbędna.

Agata: Jak twoim zdaniem powinno się porozmawiać z rodziną o tym, że jest się niepłodnym? Czy jest jakiś jeden dobry schemat?

 

Ola: To jest bardzo trudny temat. Każdy z Nas jest inny. Każdy z Nas ma inne strachy w głowie, inne wartości. Nie ma jednego schematu działania, nie ma złotego środka, które sprawdziłyby się w każdym przypadku. Osobiście jestem zwolennikiem szczerości, ale jeżeli ktoś nie jest gotowy, albo po prostu nie chce mówić o tej prywatnej części swojego życia, to jest takie jedno sformułowanie, które skutecznie zamyka buzię ciociom, wujkom, znajomym, którzy kpią, drwią, doradzają mówiąc: „No co Ty, nie wiesz jak się robi dziecko?” albo: „wyjedźcie na wakacje, wyluzujcie, nie myślcie tyle o tym”. Wtedy najlepiej odpowiedzieć: „Nie chce o tym rozmawiać”. Uwierz mi, że po tym prostym i krótkim zdaniu, wiele osób nabiera wody w usta, nie wie, co powiedzieć, bo czuje, że jest to obszar, który Cię boli. Zblizaja się święta Bożego Narodzenia, czas, który powinien kojarzyć się z miłością, bliskością, radością. Tymczasem wiele par boi się spotkania z najbliższymi przy wigilijnym stole. Boi się pytań i życzeń powiększenia rodziny. To okropne. Dostaję mnóstwo wiadomosci, w których kobiety piszą o ogromnym stresie z tym związanym.  Dla niektórych święta to czas radości, ale niestety dla wielu niepłodnych par to traumatyczne doświadczenie.

Agata: Jak twoim zdaniem powinno się porozmawiać z rodziną o tym, że jest się niepłodnym? Czy jest jakiś jeden dobry schemat?

 

Ola: To jest bardzo trudny temat. Każdy z Nas jest inny. Każdy z Nas ma inne strachy w głowie, inne wartości. Nie ma jednego schematu działania, nie ma złotego środka, które sprawdziłyby się w każdym przypadku. Osobiście jestem zwolennikiem szczerości, ale jeżeli ktoś nie jest gotowy, albo po prostu nie chce mówić o tej prywatnej części swojego życia, to jest takie jedno sformułowanie, które skutecznie zamyka buzię ciociom, wujkom, znajomym, którzy kpią, drwią, doradzają mówiąc: „No co Ty, nie wiesz jak się robi dziecko?” albo: „wyjedźcie na wakacje, wyluzujcie, nie myślcie tyle o tym”. Wtedy najlepiej odpowiedzieć: „Nie chce o tym rozmawiać”. Uwierz mi, że po tym prostym i krótkim zdaniu, wiele osób nabiera wody w usta, nie wie, co powiedzieć, bo czuje, że jest to obszar, który Cię boli. Zblizaja się święta Bożego Narodzenia, czas, który powinien kojarzyć się z miłością, bliskością, radością. Tymczasem wiele par boi się spotkania z najbliższymi przy wigilijnym stole. Boi się pytań i życzeń powiększenia rodziny. To okropne. Dostaję mnóstwo wiadomosci, w których kobiety piszą o ogromnym stresie z tym związanym.  Dla niektórych święta to czas radości, ale niestety dla wielu niepłodnych par to traumatyczne doświadczenie.

Agata: Ja bardzo chciałabym podziękować Ci za tę wartościową rozmowę 😊 I na końcu tylko dopytam, jak myślisz- co może pomóc parom niepłodnym?

 

Ola: Moim zdaniem są dwie najistotniejsze kwestie: wsparcie finansowe oraz psychologiczne. Poza tym, szalenie ważne jest głośne moweinie o niepłodności. Niepłodność to nie jest wymysł. Niepłodność to choroba, która ma swoje oznaczneie w klasyfikacji ICD - N97 i N46. Nie można udawać, że nie ma problemu, nie można bagatelizować i zamiatać pod dywan choroby, która dotyka 1,5 miliona par w Polsce. Niepłodność nie patrzy na wiek, płeć  wykształcenie, status społeczny, miejsce zamieszkania... Niepłodność może dotyczyć każdego, dlatego trzeba o tym mówić. Każda historia wypowiedziana na głos daje wsparcie i poczucie, że nie jesteśmy z tym problemem sami.

 

Agata: Ja Ci bardzo dziękuje za tę rozmowę. Jestem 26-letnią kobietą, która na ten moment nie planuje dzieci, ale po tej rozmowie zastanawiam się, czy w ogóle w przyszłości będę mogła je posiadać. Zawsze miałam wrażenie, że ten temat mnie nie dotyczy i nie czułam potrzeby, by się w niego zagłębiać. Po tej rozmowie patrzę na problem niepłodności z innej perspektywy. Życzę Ci, aby wiara oraz cały wysiłek, który wkładasz w to wszystko każdego dnia miało w końcu odzwierciedlenie w rzeczywistości.

wektory_2-31.png